SOB_2279

Komentarze szkoleniowców po meczu KSZO – Pałac

Dariusz Parkitny, trener KSZO Ostrowiec:
– Tak się akurat składa, że sporo tych tie breaków gramy, część wygrana, część z nich przegrana. Zawsze jednak zakładamy zwycięstwo i nie patrzymy, czy to będzie trzy, cztery, czy pięć setów. Dla nas generalnie liczy się, żeby zagrać dobry mecz i wygrać. Przeciwnik dziś się przeciwstawił, ale w sposób, którego się spodziewaliśmy i tylko nasza słabsza skuteczność w czwartym secie spowodowała, że nie byliśmy w stanie wygrać za trzy punkty, bo naprawdę było bardzo blisko.
Gdy przegrywa się seta ważnym jest nie zapomnieć o kolejnej rzeczy, że są następne partie do rozegrania. Dziś okazało się, że przyszło rozgrywać ich w sumie pięć. Staram się wpajać zawodniczkom, że liczy się każda piłka. Jedna wygrana piłka i wraca się do gry i to widać w wielu sytuacjach. Jeśli dziewczyna na boisku myśli o poprzedniej akcji, to nie zagra mi dobrze w kolejnej. Do tego przede wszystkim dążymy, żeby była spokojna głowa i myślenie o tym co przed nami, a nie za nami.
Trzeba brać pod uwagę, że dużo zespołów jest blisko siebie w tabeli. Jeden mecz wygrany za trzy punkty może wiele zmienić. Walka jest o życie i zdajemy sobie z tego sprawę. Dziś jest chwilowy spokój, bo wygraliśmy, ale jutro wracamy do normy, mamy trening i następną odprawę, bo już w sobotę wyjeżdżamy na mecz z Legionovią. Dla nas to jest taki interwał. Tak naprawdę głowa będzie spokojna, jak zrobimy swoje miejsce, przybijemy piątki i powiemy sobie, że spełniliśmy się w tym sezonie. Do tego zmierzamy.
Ta przerwa między drugim i trzecim setem ma dwie strony. Można chwilę odpocząć i dalej pokazać te lepsze elementy, które mamy zrobić w następnej fazie meczu, ale może być i tak, że nas trochę zablokuje i uśpi. Szatnia w tym momencie jest bardzo ciężka. Cieszę się, że wychodząc z niej gramy wiele dobrych setów i wychodzimy z opresji obronną ręką. Służy nam na tę chwilę i oby służyła do końca sezonu.
W Legionowie trzeba zagrać swoją dobrą siatkówkę i liczyć na to, że przy odrobinie szczęścia przeciwnik odda nam trochę więcej piłek, niż my im. To oczywiście półżartobliwie, bo bazujemy na swojej dobrej grze. Zagramy dobre zawody, to będziemy się cieszyć po meczu.

Adam Grabowski, trener Pałacu Bydgoszcz:
– Pierwszy set, to była realizacja tego wszystkiego, co sobie ustaliliśmy. Dobrze graliśmy blokiem, zwłaszcza potrójnym, gdzie dużo tego ćwiczymy i staramy się to wdrażać w nasze granie. W drugim secie mieliśmy przewagę, ale przestaliśmy mocno atakować. Już wcześniej zwracałem dziewczynom uwagę na to, że musimy wyprowadzić parę mocnych ataków, bo Ostrowiec zaczynał się nakręcać, ale nie zrealizowaliśmy tego i gospodynie odjechały nam. Trzeci set bez historii, praktycznie przestaliśmy go. Potem poprawiliśmy zagrywkę, trochę pobroniliśmy i mecz się odwrócił, przy czym on cały czas tak falował – raz my, raz oni, a tie breaka po prostu sprezentowaliśmy rywalkom. Wiadomo, że zespół przeciwny ma prawo wygrać, skoro dobrze gra – i tu nie ma problemu. Ale ja jestem rozczarowany tym tie breakiem, bo dużo o tym rozmawialiśmy z zespołem, na treningach też próbujemy robić dużo takich elementów, żeby ograniczyć te błędy, bo robiliśmy ich średnio po dwadzieścia parę, po trzydzieści. W środę do tie breaka zrobiliśmy ich dziesięć, ale nawet się nie odezwałem, cicho siedziałem, nawet ich nie pochwaliłem, żeby czegoś nie popsuć. Okazało się, że w tie breaku zrobiliśmy tych błędów siedem, przy – przypomnę – dziesięciu w czterech setach. W całym meczu popsuliśmy sześć zagrywek, z czego pięć w tie breaku. Nie da się wygrać meczu przy takich liczbach.